poniedziałek, 13 października 2014

yeah

Yeah, dziś rano dotarłam do naszego rodzinnego i otrzymałam po pierwsze opieprz, że nie przyszłam już w piątek, po drugie antybiotyk, po trzecie dodatkowe leki odblokowujące zatoki. Jestem po pierwszej dawce, po apapie extra i naprawdę czuję, że zaczyna wszystko spływać i wracam do świata żywych. Pewnie to tylko działanie psychologiczne póki co, ale już sama myśl, że jutro o tej porze będzie już o niebo lepiej, bo antybiotyk będzie pracował we mnie pełna parą - już sama nadzieja na to sprawia, że chce mi się żyć. Jest dla kogo żyć, dla kogo pracować, jest na co pracować, mam kogo kochać, więc ta myśl bardzo pozytywnie mnie napędza. Wczoraj miałam wysprzątaną chatę, a dziś mam już burdello - jak to możliwe???

W dodatku pogoda piękna, weekend szykuje się z atrakcjami, więc patrzę z nadzieją w przyszłość :D
 

sobota, 11 października 2014

zatokowo


Źle mi. Moje chłopaki już prawie zdrowe, a mi wlazło w zatoki i nie chce wyjść. Moja głowa żyje własnym życiem.

środa, 8 października 2014

a fe

Znów odłogiem blogowanie leżało przez prawie trzy tygodnie!
Odkąd zaczęłam dawać lekcje, na nic kompletnie nie mam czasu. Jest tych lekcji sporo i choć jestem zmęczona, to zadowolona. Obecnie jednak dopadło nas pierwsze całorodzinne chorowanie, a fe. Dzieci zasmarkane i kaszlące, rodzice to samo, a natłok zajęć nie pozwala odsapnąć. Mężu trzaska przed- i nadgodziny, roboty przerobić nie może, wolnego tez wziąć nie może i jeszcze zmienniczka mu zachorowała. Od poniedziałku do dziś była tu moja niezastąpiona teściowa i pomagała mi ogarniać dzieciaki, bo Fr. nie chodził do przedszkola. Niby oskrzela miał czyste, ale doktor zalecił zatrzymać go w domu. Jutro miał iść do przedszkola, ale dziś włączył mu się dziwny kaszel i jutro rano pojedzie do osłuchania, zresztą młodszy też. Mam nadzieję, że to nie oskrzela. Teraz śpi i kaszle non stop przez sen, wprost nie da się tego słuchać. Ja byłam wybitnie nie w formie i wczoraj dosłownie dogorywałam na tapczanie. Dziś jest nieco lepiej, ale wczorajsze i dzisiejsze lekcje odwołałam. Do tego udało mi się dostać książkę do redakcji, więc w wolnych chwilach dłubię, bo muszę oddać materiał do końca listopada. Dzieje się...

piątek, 19 września 2014

róbmy swoje


Rok temu o tej porze miałam tu niezły armagedonik z dwójką dzieci do obróbki, ale było - minęło. Obecnie jestem, jak to mój synunio starszy mówi, "musią" na wychowawczym od ponad dwóch tygodni, zarabiającą, może nie jakieś ogromne, ale swoje pieniądze, bo popyt na korki jest. Obecnie mam cztery osoby tygodniowo, a od października dojdą mi jeszcze prawdopodobnie dwie. Póki co wystarczy i jeśli ktoś dzwoni, to już raczej odmawiam, chyba że jakaś sytuacja wyjątkowa ma miejsce. 

czwartek, 11 września 2014

hiperpoprawność


Mierzi mnie hiperpoprawność w wymowie, na którą moda zapanowała ostatnio. Mnóstwo osób z mojego otoczenia (przoduje w tym mój szwagier), ale nie tylko, bo widzę to nawet w mediach, zaczęło nagle mówić: mówię, lubię, proszę cię, muszę, książkę, ciocię Klocię.

Wikipedia podaje, że hiperpoprawność to:

piątek, 5 września 2014

piątek


Piątek, tygodnia koniec i początek, jak śpiewał artysta. Ten młody z obrazka jest nawet podobny do mojego M.:)

Jutro śmigamy na wieś do dziadków i pradziadków. Musimy też ustalić szczegóły naszego "roczku". Próbna korekta odwalona wczoraj i dziś. Mam zlasowany mózg!!! Jeszcze jedno czytanie wieczorem, jak dzieci zasną i wysyłam. Cieszę się, że tydzień z drugą zmianą mężowską się kończy, bo naprawdę wieczorami padam na pysk. Resetuję się trochę, jak kładę F. spać, bo przeważnie zaliczam z nim małe dwudziestominutowe kimono i jest lepiej potem. Dziś u mnie mięso gotowane na parze, piure z cieciory i może surówka z marchwi - jeśli będzie mi się chciało...

czwartek, 4 września 2014

jednak nie...

Mężu w pracy, roczniak (tak, tak, to dziś!!!) drzemie, choć pewnie niedługo. Fr. w przedszkolu, które traktuje jak swój drugi domek i za to uwielbiam tę instytucję. Za jakieś pół godziny pewnie się obudzi i powędrujemy po F.