Mąż w trakcie urlopu, a właściwie urlopu tacierzyńskiego i piękny tydzień za nami. Od zeszłej soboty do środy byliśmy w Powidzkim Parku Krajobrazowym (klik) i było nam dobrze. Planowaliśmy pojeździć po okolicy, ale upał pokrzyżował nam plany i większość dni spędziliśmy po prostu stacjonarnie. Mieszkaliśmy w drewnianym domku w gospodarstwie agroturystycznym i mieliśmy do dyspozycji duży trawnik i naprawdę sporo miejsca.
Jestem szczęśliwą mamą i żonką. Tutaj zapisuję moje życie - częściej lub rzadziej. Jeśli masz ochotę - zapraszam do lektury:)
niedziela, 13 lipca 2014
niedziela, 6 lipca 2014
znow spoza domu
Od wczoraj jesteśmy na wakacjach nad jeziorem, pogoda cudowna,komary tną, szczęścia śpią, dziś starszak pierwszy raz w jeziorze się wykąpał OSTROŻNY, ACZ ZAFASCYNOWANY.Dziś jechaliśmy sobie wąskotorówką i było całkiem zabawnie.Jesteśmy tu do wtorku lub środy, piszę z klawiatury dotykowej i nie jest to zbyt komfortowe, więc zapisów na dziś wystarczy:)
poniedziałek, 30 czerwca 2014
chorzyśmy
Chorzyśmy i źle nam, choć rodzinnie, a więc dobrze... Młodszy już ma antybiotyk, bo miał dziś rano lekkie zmiany osłuchowe (błyskawicznie to poszło - pochorował się w piątek, jest biedulek na maksa, kaszleć dobrze nie umie przez wiotką krtań i taki słaby, że płacze jakby był na słabych bateriach), starszy jeszcze leczony alternatywnie, ale antybiotyk już w odwodzie, ojciec zagęgany, matka głos straciła... Ojciec na szczęście do środy na L4, bo nie wiem, jak by to było.
Mój Mąż to złoto, złoto!!!
Już 23:00 nam się zbliża. Chlebek właśnie się upiekł, więc idę go wytrząsnąć na ręcznik i do wyrka.
sobota, 28 czerwca 2014
telegram spoza domu
Jesteśmy od czwartku u rodziców na wsi, a jutro wracamy do siebie. Wszyscy zasmarkani, a najbardziej niespełna dziesięciomiesięczny M. Ma potężny katar, do tego strasznie ropiejące oczka, które zakrapiam Tobrexem otrzymanym od lekarza niedawno, gdy oczy ropiały F. Zdaje się, że od F. wyszła ta zaraza, bo on chyba po zapaleniu ucha majowym nie doszedł jeszcze do siebie - kaszel i katar nawracają. Chwilowo pomogły leki na alergię, ale dziadostwo wraca jak bumerang, a do tego i my się rozłożyliśmy, więc wnioskujemy, że to nie alergia jednak. Już raz była taka sytuacja, że katar i kaszel mu nawracały i w końcu wszystko skończyło się, jak przyjął antybiotyk. Już wzięłam na klatę fakt, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, np. tego, że będzie jednak brał antybiotyki, ten mój wychuchany zdrowy jak koń syneczek, który do trzeciego roku życia nie wziął ani jednego antybiotyku. Trzecie urodziny minęły i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczął chorować, choć do przedszkola nie chodził. No i cóż, takie życie.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
silver magic ships you carry
Kolejny tydzień nam się zaczął. M. drzemie, ja właśnie wciągnęłam drugie śniadanie (jaglanka z cynamonem, imbirem, miodem i sezamem) i myślę, co tu najpierw ogarnąć, aby poczuć się lepiej we własnych czterech kątach... Moje życie to bezustanne sprzątanie, układanie ciuchów w szafach, zamiatanie (z mopowaniem za dużo zachodu), ładowanie i rozładowywanie zmywarki itp. Nie znoszę bałaganu! I wciąż go mam. Źle się czuję w bałaganie, dlatego wciąż sprzątam. Może z dwójką małych dzieci po prostu nie da się inaczej.
wtorek, 10 czerwca 2014
po udanym weekendzie
Piękny weekend za nami. W sobotę rewizytowaliśmy znajomych męża z pracy - piękne mieszkanie na poddaszu kamienicy! Skrzypiące podłogi i mnóstwo świetnych zakamarków. Przy kuchni skryteczka na garnki,a za dodatkowymi drzwiami - po prostu szafa. Stara, nieczynna już angielka, na której najzwyczajniej umieszczono roboczy drewniany blat. Styl i smak, efekt pozornej niedbałości, a każdy przedmiot i szczegół ma swoje miejsce.
piątek, 6 czerwca 2014
tu i teraz
Czasami marzę i rozmyślam.
Że będę mieć czas na lekturę książki.
Że usiądę i przez godzinę będę słuchać ukochanej muzyki albo oglądać filmy na YouTube.
Że w piątkowy wieczór wyjdę z mężem do teatru (jak dawniej) albo po prostu na piwo.
Że prześpię całą noc od momentu zaśnięcia do porannej pobudki.
Że od rana nie będę w kieracie śniadaniowo-ubieraniowo-sprzątaniowym, ze świadomością, że dla większości społeczeństwa i nawet pewnie rodziny moja praca to zwykłe nic. Bo nie wychodzę codziennie do biura w pełnym makijażu, bo nie mam lśniącej torby-listonoszki zapełnionej ważnymi dokumentami, bo nie obracam się w korporacyjnym kręgu. Od rana wciągam dresowe spodnie, bo w dżinsach mniej wygodnie baraszkować z niemowlęciem po podłodze. Nie siadam codziennie od rana za kółkiem auta - kieruję wózkiem:) Nie piję w południe kawy z ekspresu - piję zbożówkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


