wtorek, 2 stycznia 2018

noworocznie

Nastał Nowy Rok ze starymi problemami.

Mnie dokucza ręka i wkrótce czeka mnie rezonans. Skończyłam 35 lat i czuję się jednocześnie młodo i staro - dokucza mi bark i kolano. Tęsknię do utraconej pełnej sprawności sprzed kilku zaledwie miesięcy. Wiem już, że o siebie trzeba dbać. Musztarda po obiedzie. Dzisiaj - pewnie za sprawą niżowej pogodu - łapa dokucza mi szczególnie. Przez święta cała diagnostyka mi się opóźniła. Nadal nie przepadam za świętami - czy to się kiedyś zmieni??? Za długo siedzieliśmy na wsi, za długo. Przypłaciłam to złym samopoczuciem i zaległościami we wszystkim. Nie było czasu na posiedzenie i odpoczynek w domowych pieleszach - prosto po spędzonym u znajomych Sylwestrze rzuciliśmy się w wir pracy.

niedziela, 26 listopada 2017

po grypie


I znów dwa miesiące bez blogowania upłynęły. A czas bynajmniej nie stoi w miejscu. Mamy niedzielę, wieczór, ja siedzę sobie w ciepłym wyrku, a chłopacy w pokoju zajmują się swoimi sprawami. Zalegam, bo jestem przemęczona po grypie, która natarła na mnie dokładnie tydzień temu. Znienacka dostałam w niedzielę rano gorączki i trwała ona ponad 4 doby. Jestem bardzo zmęczona i zastanawiam się, czy wracać do pracy we wtorek (takie były plany). Kaszel mam paskudny i jestem bardzo słaba.

sobota, 23 września 2017

jesień

Cisza ogromna panuje w domu, bo chłopaki pojechali z tatą oglądać jakiś bunkier czy schron. Ja odgruzowałam naszą sypialnię, a teraz piję kawę i myślę, że to jest ten właściwy moment, aby nadrobić choć odrobinę zaległości blogowe. Dni biegną jak szalone i F. już trzy tygodnie chodzi do szkoły, choć trudno w to uwierzyć.

Dziś nigdzie nie pojechaliśmy. Niby coś nam się roiło, ale w końcu od rana po prostu sprzątaliśmy mieszkanie, użeraliśmy się z chłopcami :), robiliśmy zakupy, gotowaliśmy obiad itd.  Jutro F. jedzie na urodziny do koleżanki jeszcze z przedszkola, a my jedziemy do znajomych na nasiadówkę. I tak nam się skończy weekend, a w poniedziałek znów do roboty.

niedziela, 3 września 2017

uczeń

Nie tak dawno z duszą na ramieniu oddawałam synka mego do przedszkola. Były obawy, ale i radość ze zmian.

Jutro mój syn, który niedawno się urodził, idzie do szkoły.
Reforma edukacji zrobiła nas w przysłowiowego ciula i młody nie poszedł do szkoły, o której zawsze myślałam, że będzie jego szkołą (5 min. na nogach). Były hocki-klocki i przetasowania, a w końcu praktycznie na ostatnią chwilę jeszcze przenosiliśmy go do innej placówki. Mam nadzieję, że podjęliśmy dobrą decyzję i że F. się tam odnajdzie. Przed nami nowe wyzwania, nie tylko logistyczne i porankowe, ale i życiowe. Staję po drugiej stronie barykady - zobaczymy, jak będzie.

Matka-dzierlatka dorobiła się zespołu bolesnego barku i to jest osobna historia. Smaruję się olejem żywokostnym, fastum, biorę kolagen. Oby pomogło...

A jutro - do boju! :)

czwartek, 27 lipca 2017

paskudne lato


Nikt nie spodziewał się tak paskudnego lata.

Od poniedziałku jesteśmy w domu. Mężu urlopowany, ale praktycznie każdego dnia pada. We wtorek zlało nas dokumentnie. Staramy się jeździć na małe wyprawy rowerowe między atakami deszczu.

W sobotę byliśmy na weselu cioci K. Była imprezka jak się patrzy. Dzień upalny i duszny, a w nocy burza...

Mamy końcówkę lipca, a jeszcze nie było upałów. Marzy mi się parę cieplutkich dni - z upałem ok 25-30 stopni, z krótkimi spodenkami i grzejącym słońcem. Póki co figa z makiem.

W przyszłym tygodniu dzieci wracają do przedszkola, a F. przez kilka dni będzie chodził na basen - odrabia zajęcia, za które miał zwolnienie lekarskie. 

piątek, 14 lipca 2017

gdzie jest lato?


Gdzie jest lato? Blisko, niedaleko, piaskowe zamki buduje nad rzeką...

Prawie połowa lipca już za nami, a upałów póki co nie było. Dziś mój luby jak jechał do pracy rowerem, ubierał długie spodnie i kurtkę softszelową. Często gęsto pada, poza tym wieje. Wciąż długie spodnie. A jak nam minęła ta pierwsza połowa lipca?

piątek, 30 czerwca 2017

notatki matki


Czytam i robię notatki. Oby pomogło! Muszę jakoś wyjść z tego impasu. Zaczynam od dziś. Spróbuję jakoś przeformułować moje komentarze, którymi okraszam kłótnie moich kochanych synków. Kocham ich dokładnie po równo i żadnego z nich staram się nie faworyzować. No właśnie... staram się... chyba to nie wystarcza.