wtorek, 8 maja 2018

turnieje, konkursy, wyjazdy

Majowy i czerwcowy czas obfituje w festyny, turnieje, wyjazdy, konkursy. Mój kalendarz już za tym wszystkim nie nadąża!!! Jestem dziś wykończona i za chwilę idę spać, nie bacząc nic a nic na bałagan, który trwa jeszcze po długim weekendzie. Walizka wciąż nierozpakowana, bo wczoraj siedziałam na scenariuszem lekcji (miałam dziś hospitację opiekunki stażu, ale pojawiła się też ciekawa zawodowa propozycja), opisywałam dla pedagoga szkolnego problemy i osiągnięcia pewnego ucznia i do tego miałam jeszcze swoją papierkową robotę. Dziś byłam z F. na treningu judo, a potem pojechaliśmy rowerami na lody. Potem ogarnialiśmy dzieciaczki, musiałam odwalić komputerowy codzienny przegląd wszystkiego i tak nam się zrobiła prawie 23 godzina. Mężu zasnął z chłopakami, a ja czuję, ze wskoczę pod prysznic i zaraz idę spać. Jutro mam na 10 do pracy, więc czeka mnie względzie spokojny poranny rozruch. Powtórzę jeszcze z F. słówka na sprawdzian i trochę tu - mam nadzieję - ogarnę. Mamy cudowną pogodę! - dziś krótkie spodenki i sandały! Ale pono idą chłody, niestety. Jeszcze parę wpisów do ściennego kalendarza i odpływam sobie w senek :)

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

zaległości

Wiele wydarzyło się od stycznia, a mi wciąż brakuje czasu, by usiąść do komputera i opisywać rzeczywistość. Teraz mamy już prawie maj. Właściwie rozpoczął nam się majowy weekend - mężu w drugim pokoju pracuje dziś z domu, a ja nadrabiam zaległości w czym się da i mam na dzisiaj całkiem długą listę tzw. tudusów. Hit jest taki, że chłopacy pojechali w sobotę do dziadków i dziadkowie ich tam ogarniają, a mój mąż i ja w sobotę byliśmy ze znajomymi na piwku (ja wino), włóczyliśmy się po mieście jak za studenckich lat i wracaliśmy do domu nocnym autobusem (!). Wczoraj byliśmy na rowerach, potem na lodach, potem w teatrze (!), 
a potem jeszcze na pięknej Mszy św. ze scholą nie-tylko-młodzieżową w centrum Poznania. Dziś wystawiłam faktury, zrobiłam zaległą korektę, wrzuciłam do pralki zimowe kurtki i myślę powoli o obiedzie. 

wtorek, 2 stycznia 2018

noworocznie

Nastał Nowy Rok ze starymi problemami.

Mnie dokucza ręka i wkrótce czeka mnie rezonans. Skończyłam 35 lat i czuję się jednocześnie młodo i staro - dokucza mi bark i kolano. Tęsknię do utraconej pełnej sprawności sprzed kilku zaledwie miesięcy. Wiem już, że o siebie trzeba dbać. Musztarda po obiedzie. Dzisiaj - pewnie za sprawą niżowej pogodu - łapa dokucza mi szczególnie. Przez święta cała diagnostyka mi się opóźniła. Nadal nie przepadam za świętami - czy to się kiedyś zmieni??? Za długo siedzieliśmy na wsi, za długo. Przypłaciłam to złym samopoczuciem i zaległościami we wszystkim. Nie było czasu na posiedzenie i odpoczynek w domowych pieleszach - prosto po spędzonym u znajomych Sylwestrze rzuciliśmy się w wir pracy.

niedziela, 26 listopada 2017

po grypie


I znów dwa miesiące bez blogowania upłynęły. A czas bynajmniej nie stoi w miejscu. Mamy niedzielę, wieczór, ja siedzę sobie w ciepłym wyrku, a chłopacy w pokoju zajmują się swoimi sprawami. Zalegam, bo jestem przemęczona po grypie, która natarła na mnie dokładnie tydzień temu. Znienacka dostałam w niedzielę rano gorączki i trwała ona ponad 4 doby. Jestem bardzo zmęczona i zastanawiam się, czy wracać do pracy we wtorek (takie były plany). Kaszel mam paskudny i jestem bardzo słaba.

sobota, 23 września 2017

jesień

Cisza ogromna panuje w domu, bo chłopaki pojechali z tatą oglądać jakiś bunkier czy schron. Ja odgruzowałam naszą sypialnię, a teraz piję kawę i myślę, że to jest ten właściwy moment, aby nadrobić choć odrobinę zaległości blogowe. Dni biegną jak szalone i F. już trzy tygodnie chodzi do szkoły, choć trudno w to uwierzyć.

Dziś nigdzie nie pojechaliśmy. Niby coś nam się roiło, ale w końcu od rana po prostu sprzątaliśmy mieszkanie, użeraliśmy się z chłopcami :), robiliśmy zakupy, gotowaliśmy obiad itd.  Jutro F. jedzie na urodziny do koleżanki jeszcze z przedszkola, a my jedziemy do znajomych na nasiadówkę. I tak nam się skończy weekend, a w poniedziałek znów do roboty.

niedziela, 3 września 2017

uczeń

Nie tak dawno z duszą na ramieniu oddawałam synka mego do przedszkola. Były obawy, ale i radość ze zmian.

Jutro mój syn, który niedawno się urodził, idzie do szkoły.
Reforma edukacji zrobiła nas w przysłowiowego ciula i młody nie poszedł do szkoły, o której zawsze myślałam, że będzie jego szkołą (5 min. na nogach). Były hocki-klocki i przetasowania, a w końcu praktycznie na ostatnią chwilę jeszcze przenosiliśmy go do innej placówki. Mam nadzieję, że podjęliśmy dobrą decyzję i że F. się tam odnajdzie. Przed nami nowe wyzwania, nie tylko logistyczne i porankowe, ale i życiowe. Staję po drugiej stronie barykady - zobaczymy, jak będzie.

Matka-dzierlatka dorobiła się zespołu bolesnego barku i to jest osobna historia. Smaruję się olejem żywokostnym, fastum, biorę kolagen. Oby pomogło...

A jutro - do boju! :)

czwartek, 27 lipca 2017

paskudne lato


Nikt nie spodziewał się tak paskudnego lata.

Od poniedziałku jesteśmy w domu. Mężu urlopowany, ale praktycznie każdego dnia pada. We wtorek zlało nas dokumentnie. Staramy się jeździć na małe wyprawy rowerowe między atakami deszczu.

W sobotę byliśmy na weselu cioci K. Była imprezka jak się patrzy. Dzień upalny i duszny, a w nocy burza...

Mamy końcówkę lipca, a jeszcze nie było upałów. Marzy mi się parę cieplutkich dni - z upałem ok 25-30 stopni, z krótkimi spodenkami i grzejącym słońcem. Póki co figa z makiem.

W przyszłym tygodniu dzieci wracają do przedszkola, a F. przez kilka dni będzie chodził na basen - odrabia zajęcia, za które miał zwolnienie lekarskie.