wtorek, 8 grudnia 2015

prawie pół roku


Minęło prawie pół roku.
Często zadawałam sobie pytanie: czy wrócić do blogowania? Czy chcę? Czy warto?
Nieblogowaniu srzyjał fakt, że mój komputer załapał jakiś błąd i nie chciał mnie logować na blogowym koncie. Nadal nie chce. In fact, właśnie od kilku dni strajkuje i nie chce odpalić. Niewykluczone, że czeka mnie kupno nowego komputera, co lekko mnie przeraża.

Korzystam właśnie z komputera mojego męża i tak jakoś zachciało mi się zajrzeć tutaj. Właśnie wydrukowałam sobie materiały na korki (ostatkiem tuszu - wszystko albo się kończy, albo wysiada) i mam pewnie krótką chwilkę, zanim obudzi się M.

Pół roku minęło. Co się wydarzyło?
Piękne lato i duży projekt, w którym brałam udział. Fajne pieniądze, które zarobiłam i po których pozostało już wspomnienie. Wspaniały tygodniowy pobyt nad morzem. Pażdziernikowy dwutygodniowy pobyt w F. w szpitalu, który przewrócił do góry nogami dosłownie cały mój świat i po którym jeszcze się nie otrząsnęłam.

Zbliżają się Święta. Pisałam już kiedyś, że nie lubię świąt. Nie mam wątpliwości - nie odpocznę. Dłuższy pobyt z maluchami poza domem zawsze mnie stresuje. Najlepiej odpoczywam tutaj. Niestety tak się nie da.

F. pozostał w prywatnym przedszkolu i M. też do niego pójdzie. Ja opiekuję się M. i popołudniami daję korki. Ten stan rzeczy już zaczyna mnie męczyć. Coraz bardziej chce mi się wspólnych popołudni z P. i dziećmi.  Coraz mniej chce mi się mijać z nimi. Mam dość tego "Ty przychodzisz, a ja wychodzę".
Chyba sie starzeję. Coraz cześciej chodzę spać o 21-22. Gdy kładę się spać o północy, następnego dnia jestem nie do życia. Musi być co najmniej 23. Musi.

czwartek, 25 czerwca 2015

dylemat

Wena mnie porzuciła i znów na blogu milcząco, a przecież dzieje się, dzieje.

Powoli kończę przygodę z lekcjami angielskiego na ten rok szkolny. Ciut smutno, ale potrzebujemy też tej przerwy. Lata, lata nam trzeba, a tymczasem od ponad tygodnia jest paskudnie, deszczowo, zimno i wietrznie. Już od kilku rodzinek wypłynęła propozycja kontynuowania współpracy w przyszłym roku, co jest miłe i cieszy.

środa, 3 czerwca 2015

jutro

Jutro wyjeżdżamy na trzy dni i ogrom pakowania jak zwykle nieco mnie przerastawszy. Żyjemy intensywnie i trudno streścić nasze obecne życie w kilku zdaniach, ale z pewnością warto, by po latach tu spojrzeć i wiedzieć, co się działo.

P. zaczął nowa pracę i chyba zadowolony. Ja z pewnością - spadł ze mnie obowiązek odbierania F. z przedszkola. P. kończy o 16:00 i w ciągu pół godziny jest w przedszkolu. Jakie to dla mnie odciążenie i ogromna ulga. Za to rano P. wychodzi już o 7:00, bo zaczyna o 7:30, więc muszę młodego podwieźć do przedszkola w asyście młodszego. Dajemy radę. Mamy auto do dyspozycji, a nawet jeśli nie będziemy mieli, to możemy łazić piechotą. Zresztą, od rana to ja mam akurat jeszcze sporo energii.

Matka po serii zabiegów upiększających - czuję się piękna nawet mimo zbliżającego się wielkimi krokami okresu :)

czwartek, 21 maja 2015

Dzięki


 Dzięki
  • szczęśliwym zbiegom okoliczności
  • osobom, które znam, a one znają inne osoby
  • doświadczeniu zawodowemu, które skrupulatnie gromadzę sobie od ponad dziecięciu już lat, dłubiąc w tekstach wieczorami i rankami
  • zrządzeniu losu
  • innym czynnikom :)
od czerwca będę brać udział w projekcie dofinansowanym przez UE. Pracując nad nim, będę mieć szansę połączenia obu moich zawodowych pasji i zarobienia przyzwoitych pieniędzy. Nawiązania zawodowych znajomości. Poszerzenia horyzontów i wiedzy. W dodatku prawdopodobnie da się to robić w domu.

Nie podpisałam jeszcze umowy, ale I'm looking forward to it, bo przesłałam już konieczne dane.
I'm so excited and i just can't hide it. I'm about to loose control and I think I like it! :)

środa, 20 maja 2015

możliwe

Smętny dziś dzień, bo pożegnaliśmy wujka - brata mojej babci. Długo już chorował, leżał, był w szpitalu. Choć w sumie trochę się tego spodziewaliśmy, to i tak mi smutno - skończyła się czyjaś życiowa droga. Czy był szczęśliwy? Czy żył jak chciał? Wiele pytań i obrazów jest dziś w mojej głowie.

niedziela, 10 maja 2015

dziś same pozytywy

Niech żyje wymiana między matkami. Moje młodsze dziecię okazało się nie mieć sandałów, a lato za pasem, choć akurat dzisiaj tego nie widać. Znajomi mają dzieci w mniej więcej analogicznym wieku, z tym że u nich młodsze większe, a u nas młodsze mniejsze i np. teraz nosi rozmiar 22, a sandały po F. mieliśmy w rozmiarze 24 na ten wiek. No więc wymieniłyśmy się: Ania dała mi sandały po ich starszaku, których ich młodszy już nie nosi (dwie pary), a do tego półbuty i kapcie. Ja za to dałam im sandały w rozmiarze 24, które na mojego M. są o dużo za duże.

środa, 6 maja 2015

ciepło

Nastały ciut cieplejsze dni i młody znów przesypia po trzy godziny na balkonie, a ja mam ciut więcej czasu dla siebie i domu.

Minął prawie miesiąc posuchy blogowej. Były zmasowane ataki wirusów i odpieranie tychże przez nas. Gorączki, kaszle, inhalacje. Działo się. Póki co chwilowy spokój, ale starszy jest inhalowany, bo jego drzewo oskrzelowe nie radzi sobie z tym i owym.