Jestem szczęśliwą mamą i żonką. Tutaj zapisuję moje życie - częściej lub rzadziej. Jeśli masz ochotę - zapraszam do lektury:)
sobota, 21 maja 2011
zaqupy
Katar trwa. Dziś kupiłam lek homeopatyczny, może trochę ulży? Udane zakupy w lumpeksie i nie tylko uczyniły ten dzień całkiem miłym. Do tego obiad zrobiony przez mężulka i piękna pogoda... tylko ten katarek małego Misia spędza mi sen z powiek...
piątek, 20 maja 2011
aaaaapsik!
Długo nie pisałam, jakoś tak czasu brak. Nasz synek już trzeci tydzień męczy się z katarem, choć właściwie nie wiem, czy ten, który ma od środy to kontynuacja starego czy może już nowy? Lekarka podejrzewa alergię, ale do końca nie wiadomo. Oklepujemy, wpsikujemy, nawilżamy, wyciągamy, przytulamy i czekamy... Nie wiem czy przypadkiem Los kolejny raz nie gra mi na nosie. Być może czeka mnie następna niespodzianka. Jednym z przekonań, które noszę w sobie jest to, że moje dziecko nie będzie miało żadnych alergii. Zawsze trochę w duchu nabijałam się z tych wszystkich alergii. Mój synek, na cycusiu chowany, wszystkożerny, dziecko rodziców jak rzepy zdrowych itp... Być może po raz kolejny będę musiała zweryfikować swoje nastawienie. Podobnie sądziłam że urodzę naturalnie - w życiu nie przypuszczałam, że będę mieć cesarkę! Planowałam nosić dziecinę w chuście (dziecina od początku ciężka, a rana po cesarce rwie), odciągać mleko laktatorem i robić zapasy w zamrażalniku jak każda trendy mama (nie znoszę maszyny przyssanej do cycka), wozić dziecię w foteliku samochodowym osadzonym na stelażu od wózka, oczywiście zgrabnie popychając wózek jedną ręką, w drugiej dzierżąc torbę z zakupami zrobionymi w galerii hehehe (wg mnie gondola najwygodniejsza, a do galerii idę z Małym tylko jak mnie przyciśnie konieczność nabycia konkretnej rzeczy)... Pewnie więcej by się tego znalazło... no cóż. Macierzyństwo jak nic innego uczy nas życiowej mądrości, dystansu, akceptacji, pokory, radości...
W wózku leży Słoneczko
mamy i taty
Kluseczka
Małe rączyny i nóżki
włoski delikatniusie
Skąd się wziąłeś Maluszku?
Z brzuszka mamusi :)
W wózku leży Słoneczko
mamy i taty
Kluseczka
Małe rączyny i nóżki
włoski delikatniusie
Skąd się wziąłeś Maluszku?
Z brzuszka mamusi :)
środa, 11 maja 2011
zadaniowość
Stworzyłam sobie takie słowo: "zadaniowość" (a może ono już istnieje?). Gdy ciężko mi się zorganizować w ciągu dnia, staram się wyznaczać sobie małe cele, zadania. Czasami po prostu nie wiem od czego zacząć: w kuchni syf, w pokoju syf, planów na obiad brak itp. Wtedy robię sobie listę zadań i wykreślam te wykonane. Z każdym wykonanym zadaniem moje samopoczucie jest lepsze, bo 1) widzę efekty mojej pracy 2) wykonałam jakieś zadanie:))) Może to i głupie, że dorosła osoba musi się czasami w taki sposób motywować do działania, ale mi to naprawdę pomaga, ponieważ z natury jestem dość chaotyczna i czasami przez cały dzień robię trochę tego, trochę tamtego, a w gruncie rzeczy to efektów brak. A czysta i posprzątana kuchnia, choć to bardzo prozaiczne i przyziemne, sprawia, że od razu lepiej się czuję. Nie mówiąc już o tym, jak ugotuję coś pysznego dla mojego mężulka, np. wczoraj zrobiłam pyszne penne z białą fasolą i tymiankiem, a przepis miałam stąd. Bardzo proste i szybkie, a jakie smaczne i pożywne. BTW, coraz bardziej interesuje mnie kwestia gotowania dla mojego małego Krokodyla, bo słoiczki nie dość, że są drogie, to jeszcze dość ohydne:) Muszę kwestię zgłębić wkrótce, a póki co lecę obierać pyrki:)
wtorek, 10 maja 2011
wolność kocham i rozumiem:)
Udało się! Moja suknia ślubna dziwnym trafem sprzedana:) Na początku trochę mi było żal i chciałam ją zatrzymać (?), potem wystawiłam ją kilka razy na Allegro, ale jakoś nie poszła, a teraz - prawie 2 lata po ślubie - udało się. Bardzo się cieszę, bo sentyment do niej jakoś mi minął, może przez to, że teraz gdy jest Synek, achy i ochy byłej panny młodej poszły w kąt. Swoją drogą, teraz gdy robiąc zakupy w Rossmanie liczę każdy grosz (zawsze i tak jakoś tak dużo płacę) i gdy składamy ziarnko do ziarnka, dziwna wydaje mi się myśl, że zapłaciłam za tę suknię tyle kasy. Perspektywa się zmieniła... A oto sukienka (zdjęcie pochodzi ze strony producenta)

Zdarza się, że w ciągu dnia przychodzi mi do głowy jakiś temat, na który chciałabym się rozpisać, ale czasu brak. Potem, gdy - tak jak teraz - zasiadam na chwilę do komputera, w głowie mam pustkę. Dziś chodzi mi po głowie temat wolności: jak mało rodziców zdaje sobie sprawę, że dzieci nie są ich własnością i że wolność nie zależy od tego ile mamy lat... Można by rzec, że jest - niestety - towarem deficytowym. Lubię wolność, jaką daje mi przebywanie w towarzystwie mojego męża i jego rodziny. Duch wolności aż huczy. Czy ja będę potrafiła wychować mojego syna tak, by czuł się wolnym i nieskrępowanym bytem? Przecież on już teraz nie należy do mnie. Należy do świata, do siebie samego. Mam nadzieję, że nigdy o tym nie zapomnę.

Zdarza się, że w ciągu dnia przychodzi mi do głowy jakiś temat, na który chciałabym się rozpisać, ale czasu brak. Potem, gdy - tak jak teraz - zasiadam na chwilę do komputera, w głowie mam pustkę. Dziś chodzi mi po głowie temat wolności: jak mało rodziców zdaje sobie sprawę, że dzieci nie są ich własnością i że wolność nie zależy od tego ile mamy lat... Można by rzec, że jest - niestety - towarem deficytowym. Lubię wolność, jaką daje mi przebywanie w towarzystwie mojego męża i jego rodziny. Duch wolności aż huczy. Czy ja będę potrafiła wychować mojego syna tak, by czuł się wolnym i nieskrępowanym bytem? Przecież on już teraz nie należy do mnie. Należy do świata, do siebie samego. Mam nadzieję, że nigdy o tym nie zapomnę.
czwartek, 5 maja 2011
katarek
Absolutnie uwielbiam bloga Fajerwerki. Trafiłam na niego jeszcze gdy byłam w ciąży i od tej pory śledzę, choć wpisy pojawiają się coraz rzadziej. Sposób, w jaki Fajerweka pisze o macierzyństwie daje mi radość i pomaga widzieć świat lepszym, a także - uczyć się od niej samej. Ostatni post mówiący o karmieniu piersią jest wspaniały.
Franka natomiast dopadł pierwszy w życiu katarek. Znosi go całkiem mężnie:) A my wpsikujemy, odciągamy, oklepujemy, mierzymy gorączkę i żyjemy dalej:)
Franka natomiast dopadł pierwszy w życiu katarek. Znosi go całkiem mężnie:) A my wpsikujemy, odciągamy, oklepujemy, mierzymy gorączkę i żyjemy dalej:)
wtorek, 26 kwietnia 2011
Śliniak
Mama wiesza mi na szyi
śliniak mały, śliniak śmieszny.
Wiem, że gdy go mam pod bródką
widok ze mnie jest pocieszny.
Kapu, kapu - kapie ślinka,
u mnie wciąż wesoła minka.
Suchy śpioszek, sucha bródka,
oto dzidzia jest malutka!
śliniak mały, śliniak śmieszny.
Wiem, że gdy go mam pod bródką
widok ze mnie jest pocieszny.
Kapu, kapu - kapie ślinka,
u mnie wciąż wesoła minka.
Suchy śpioszek, sucha bródka,
oto dzidzia jest malutka!
czwartek, 21 kwietnia 2011
krótka refleksja o poranku:)
Wiosna walnęła mnie lekko po łbie:) radośnie używałam wiosennej aury spacerując z moją dzidzią, po czym siekło mnie przeziębienie, ale póki Franio jest zdrowy, to wszystko jest dobrze. Za oknem wstał kolejny dzień, na ekranie wypowiada się właśnie Paweł Królikowski (lubię go bardzo), a mój synunio właśnie zasnął SAM!!! w łóżeczku. W chacie mamy 23 stopnie i nijak zbić tej temperatury, wietrzę ukradkiem aby Frania nie zawiało, ale wciąż ciepło, ciepło, ciepło... Chcę wskoczyć teraz na chwilę pod kołderkę, więc wyłączam to pudło i zamykam oczka chociaż na 15 minut:) Dziś 3 dość nietypowe ujęcia mojego niuńka:



PS Jutro wieczorem wyjeżdżamy na Święta. Czeka mnie od rana pakowanie.....



PS Jutro wieczorem wyjeżdżamy na Święta. Czeka mnie od rana pakowanie.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)